Obsesja

(…)

– Przestańcie szczycić się tymi etykietkami, one nic nie znaczą.

– Nikt już nie chce ciebie słuchać, ludzie mają cię dość. Bez przerwy ciągniesz tylko innych w dół. Jesteś jedną pojedynczą osobą, która ma olbrzymi problem sama ze sobą, a starasz się go eskalować tak bardzo, że tworzysz iluzję jakby to było zagadnienie rangi światowej! Ale tylko ty nią żyjesz. To jest właśnie egocentryzm!

– Czekaj

– Wszystkiego się czepiasz, we wszystko wątpisz, wszystko starasz się podważać, starasz się mieszać ludziom w głowie. Masz fundamentalnie pomylone priorytety. To ty robisz z rzeczy nieważnych rzeczy ważne i starasz się budować swoją pozycję na rzeczach totalnie błahych!

– Poczekaj!

– Gardzisz jakimikolwiek przejawami ludzkiego zapału, wysiłku, starania się o cokolwiek, które są dla ludzi bardzo kosztowne i wyczerpujące, jednocześnie szczycąc się swoim laniem wody i robieniem z siebie ofiary, bo to potrafisz najlepiej

– Po… poczekaj…

– Nic nie znaczące etykietki?! One są często reprezentacją włożonego czasu i wysiłku. Bardzo często obarczonego mnóstwem potu, krwi i łez. A ty masz czelność uważać, że to nic nie znaczy. Wiesz kim trzeba być żeby tego nie rozumieć? Kimś, kto ceni tylko i wyłącznie siebie i tylko i wyłącznie swoje dobro.

– Jak każdy.

– Nie „jak każdy”! Nie każdy jest tobą.

– I bardzo dobrze.

– Też tak myślę. Gdyby każdy miał taki światopogląd, świat by całkowicie upadł.

– Ha! A czego byśmy uniknęli jakby ludzkość spotkała zagłada?

– Na pewno twojej głupiej gadki.

– Nie tylko! Nikogo by już nie spotkało żadne cierpienie. Słuchanie mnie w porównaniu z ogromem ludzkich tragedii dziejących się każdego dnia na tej planecie jest niczym. Ciekawą kwestię poruszyłeś. Że gdyby wszyscy myśleli tak jak ja, świat by upadł. To jest właśnie rdzeń problemu z ludźmi. To właśnie bezmyślne, prokreacyjne działanie, odkąd ludzkość istnieje, przyczynia się do całego zła, z którym jej istnienie się nierozerwalnie wiąże. Tworzysz taką piękną retorykę wartościując bycie męczennikiem – ten pot, krew i łzy… Nadają taką wartość ludzkiemu życiu. A prawda jest taka, że to warunki, które wymagają tego potu, krwi i łez na drodze do zdobycia którejś plakietki tożsamej z pojęciem sukcesu, są złem! A przekazywanie tej ideologii z pokolenia na pokolenie to już sadyzm. „Cierp, bo tylko wtedy twoje życie jest coś warte”. Jedna. Wielka. Bzdura. Ludzie boją się prawdy. Boją się przyznać, że ich wysiłek jest bezwartościowy. Boją się przyznać, że swoim działaniem przyczyniają się tylko do trwania tej spirali niekończącego się cierpienia.

– Masz jakąś chorą obsesję na punkcie cierpienia.

– Ja mam obsesję? Ja wolałabym się nie narodzić. Ja wolałabym, żeby ludzkość nie istniała. Tym samym cierpienie w ogóle nie miałoby szansy zaistnieć. To czynnik, który odpowiada za powstanie gatunku ludzkiego, jest złem samym w sobie. A ludzie bezmyślnie w tym trwają. To jest obsesja. Obsesja na punkcie życia. Życia, które nierozłącznie wiąże się z cierpieniem milionów ludzi na Ziemi. Czyli obsesja na punkcie cierpienia. Krew, pot i łzy… Wartościowanie masochizmu. To jest obsesja. Ja nie mam żadnej obsesji na punkcie cierpienia. To każdy jeden człowiek, który chce aby jego gatunek trwał mimo wszystko, ją ma. Oczywiście nie tylko ludzie chorobliwie się mnożą. Ale ludzie, jako samoświadomy wyjątek, są w stanie pojąć, z czym życie się wiąże. A mimo to w tym trwają. Niebywałe. Instynktownie będziecie się zapierać przed zdroworozsądkową postawą, którą wyznaję, ale pozostaje mieć nadzieję że prymitywny instynkt, który każe się wam mnożyć, odejdzie w końcu do lamusa. Niestety na to można mieć nadzieję jedynie w cywilizacjach wysokorozwiniętych. Te prymitywne będą i tak robić co im się podoba. Konstrukt życia jest zepsuty. Nie tylko człowieka. I zapewne nie tylko na Ziemi. Cokolwiek, co wymaga cierpienia, aby trwać, jest po prostu złe. Chcesz być męczennikiem, to bądź, ale nie zmuszaj do tego innych.

(…)